niedziela, 19 kwietnia 2020

Rozdział 2

Obudziłam się w środku nocy. Byłam cała zgrzana. Miałam okropny sen. Śniło mi się, że Emilka zginęła wtedy w tym nieszczęśliwym wypadku. Nie ma co ukrywać, że dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Gdyby nie ja, małżeństwo Zapałów cały czas byłoby zgodne. Wiedziałam, że do końca życia będę się musiała z tym zmagać. Tym bardziej, że oczekiwałam dziecka, którego ojcem będzie Krzysiek. Zastanawiałam się, jak mogłam tak nisko upaść, żeby odbić koleżance z pracy męża. Moja mama nie tak mnie wychowała. No właśnie, moja mama. Jak ja jej to powiem, że jestem w ciąży? Zawsze mi powtarzała, że chce, żebym stworzyła tradycyjną rodzinę, z wartościami. Zawiodłam ją na całej linii. Mogę się założyć, że gdy się dowie, to się mnie wyrzeknie. Nie będzie chciała mnie znać. Gdy tak leżałam, usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była czwarta w nocy. Zaczęłam się zastanawiać kogo tym razem licho niesie. Pomyślałam, że to jakiś bezdomny dostał się na klatkę, albo jakiś żartowniś. Nagle mój telefon się zaświecił.


To była moja kuzynka. Podniosłam się z łóżka i poszłam otworzyć drzwi.
-Co ty, zwariowałaś?- zapytałam, wpuszczając ją do środka. Miałam ochotę ją rozszarpać. Potrzebowałam dużo snu, a ludzie nie mieli dla mnie litości. Wczoraj Wojtek, dzisiaj Karina. Jak tak dalej, to każdy po kolei będzie przychodził do mnie tak wcześnie.
-No to nie moja wina, że tak pociąg jeździ- zaczęła się tłumaczyć. Wiedziałam też, że jej przyjazd wróży kłopoty.
-Dobra, to ty się rozgość, a ja idę spać, bo mam do pracy na rano- warknęłam i zostawiłam Karinę samą w salonie. Ja udałam się do sypialni. Położyłam się na brzuchu i warknęłam w poduszkę. O 6.30 zadzwonił mój budzik. Siadłam na łóżku i przeczesałam ręką włosy. Liczyłam, że dzisiejsza noc, to tylko sen i że tak naprawdę Karina wcale do mnie nie przyjechała. Po chwili przekonałam się, że moja nadzieja była złudna. W kuchni było słychać, że moja kuzynka tłucze garnkami. Podniosłam się z mojego czworonożnego przyjaciela i powłóczyłam nogami do pomieszczenia, z którego dobiegał hałas. Siadłam przy wyspie kuchennej i nalałam sobie do szklanki wody.
-A co ty taka zmarnowana?- zapytała mnie Karina. Zmroziłam ją wzrokiem.
-A jaka mam być, skoro ktoś mnie budzi o czwartej nad ranem?- odpowiedziałam ze złością w głosie.
-Zuza, wrzuć na luz trochę. Nie spinaj się tak, bo ci żyłka pęknie.
-Lepiej powiedz, co cię tu sprowadza. Jakoś rzadko mnie ostatnio odwiedzałaś? Co cię tak naszło?
-A mogłybyśmy wieczorem porozmawiać? Nie chcę cię denerwować przed pracą- odpowiedziała. Nie wiedziała tylko, że zaczęłam się przez to co raz bardziej obawiać. Postanowiłam jednak, że wytrzymam już do wieczora. Poszłam się szykować do pracy. Poprosiłam Karinę, żeby mi tylko burdelu nie zrobiła w domu i udałam się do pracy. Pierwsze, co zrobiłam, to poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę. Następnie udałam się do biura. Alicji jeszcze nie było. Wzięłam się za papierkową robotę. Po kwadransie zjawiła się i Nowak.
-Jeju, Zuza, wyglądasz jak zombie- skomentowała na powitanie.
-Wiem, nie musisz mi o tym mówić. Po prostu miałam pobudkę o czwartej nad ranem- odparłam i wzięłam łyka już chłodnej herbaty.
-O czwartej? Kogoś zdrowo pogrzało?
-Moją kuzynkę. Stwierdziła, że innego pociągu nie miała.- powiedziałam, kładąc głowę na biurku.
-A nie miała?
-Słuchaj tego, nie chciała mi rano mówić, powiedziała, że mi powie wieczorem. Równie dobrze mogła wyjechać dzisiaj rano i spokojnie by była na wieczór. Po prostu wyczuwam kłopoty- zwierzyłam się Ali. Nie wiedziałam już nawet co mam o tym myśleć.
-Dobra, chodź na odprawę. Na patrolu przestaniesz o tym myśleć.
Wzięłam swój notes oraz długopis i udałyśmy się z Alą do pokoju odpraw. Po dwudziestu minutach udało nam się wyjechać na patrol. Sprawa Kariny dalej nie dawała mi spokoju. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zadzwonić do cioci. Nie chciałam jej jednak robić problemów, więc odpuściłam. Poza tym wiedziałam, jaka jest jej relacja z rodzicami, więc to by tylko pogorszyło sprawę. Od tych przemyśleń wyrwał mnie głos Alicji.
-Zuza, a mogę mieć jedno pytanie?
-No pytaj- odpowiedziałam.
-Radzisz sobie jakoś z tą całą sytuacją? No bo wiesz, jakbyś chciała pogadać, to możesz na mnie liczyć. Nie obchodzi mnie to, co mówią o tobie inni- odparła, a mi się zrobiło jakoś przyjemniej. Była pierwszą osobą, która nie docinała mi z tego powodu, czy też osądzała. Jako jedyna zaoferowała chęć pomocy. Byłam też trochę zaskoczona, bo przyjaźniła się bardzo z Zapałami, a poza tym była matką chrzestną Gai.
-Dziękuję ci Ala, ale chyba muszę jakoś sama to przetrawić, chociaż jak będę potrzebować jakiejkolwiek pomocy, to będę o tobie pamiętał- uśmiechnęłam się chyba po raz pierwszy tego dnia. Rozmowę przerwał nam dyżurny. On to zawsze miał wyczucie czasu. Poprosił nas, abyśmy podjechali do jakiegoś sklepu, żeby uspokoić jakiegoś pijaczynę. Poza tą interwencją wyjątkowo nic się nie działo, a szkoda, bo myślałam, że uda mi się czymś zająć głowę. Kiedy myślałam, że to już będzie koniec i że za godzinę będę mogła być w domu, dostaliśmy wezwanie, do młodej dziewczyny, która twierdziła, że taksówkarz próbował się do niej dobierać. Ulica, którą podał dyżurny na radiu, znajdowała się zaledwie dwie przecznice od mojego miejsca zamieszkania.
-Wiesz co? Mam dziwne przeczucia- zwróciłam się do Alicji. Starałam się jednak skupić na drodze, bo mimo tego, że jechałam na sygnale, musiałam zachować szczególną ostrożność.
-Myślisz, że to chodzi o tą twoją kuzynkę?
-Tak- przytaknęłam.
Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Jak się okazało, moje obawy były uzasadnione. Na ławce siedziała roztrzęsiona Karina, a obok niej stała jakaś kobieta. Zaparkowałam na chodniku i wysiadłam z auta jak poparzona. Podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno.
-Zuza, przepraszam, że przeze mnie masz kłopoty już na samym początku- odparła.
-Cicho, to nie twoja wina- głaskałam po głowie zrozpaczoną Karinę.
-Moja, bo nie miałam gotówki, a myślałam, że będzie można kartą zapłacić. Chciałam iść tutaj do bankomatu, a ten się zaczął do mnie dobierać- w wielkim skrócie opowiedziała mi, co się stało. Miałam ochotę wykastrować drania. Jego szczęście, że zdążył odjechać.
-Proszę pani- wtrąciła się kobieta, która czekała z Kariną- Bo mi się udało zdjęcie tej taksówki zrobić.
-Dobrze, to niech to pani przekaże wszystko koleżance- odparłam i zajęłam się uspokajaniem mojej kuzynki, a Alicja zaczęła spisywać relację świadka.
Po wszystkim udaliśmy się na komendę. Tam Karina złożyła szczegółowe zeznania, a następnie wszystko przekazałyśmy dyżurnemu. Pół godziny później mężczyzna, który próbował się dobrać do Kariny był aresztowany.
Kiedy skończyłam pracę, pojechałyśmy razem z Kariną po kolację, którą zamówiłam w barze u Mikołaja Białacha, a następnie udałyśmy się do domu. Myślałam, że to dosyć wrażeń na ten dzień. Liczyłam, że usiądziemy na spokojnie z Kariną i porozmawiamy. Bardzo chciałam poznać powód jej przyjazdu. Gdy weszłyśmy na klatkę, ujrzałam Krzyśka. "No to zarąbiście" pomyślałam.
-Co ty tu robisz?- zapytałam wściekła.
***
Nowe opowiadanie wkrótce, wtedy dowiecie się, po co zjawił się Krzysiek i dlaczego kuzynka Zuzy postanowiła ją odwiedzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz