niedziela, 19 kwietnia 2020

Rozdział 2

Obudziłam się w środku nocy. Byłam cała zgrzana. Miałam okropny sen. Śniło mi się, że Emilka zginęła wtedy w tym nieszczęśliwym wypadku. Nie ma co ukrywać, że dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Gdyby nie ja, małżeństwo Zapałów cały czas byłoby zgodne. Wiedziałam, że do końca życia będę się musiała z tym zmagać. Tym bardziej, że oczekiwałam dziecka, którego ojcem będzie Krzysiek. Zastanawiałam się, jak mogłam tak nisko upaść, żeby odbić koleżance z pracy męża. Moja mama nie tak mnie wychowała. No właśnie, moja mama. Jak ja jej to powiem, że jestem w ciąży? Zawsze mi powtarzała, że chce, żebym stworzyła tradycyjną rodzinę, z wartościami. Zawiodłam ją na całej linii. Mogę się założyć, że gdy się dowie, to się mnie wyrzeknie. Nie będzie chciała mnie znać. Gdy tak leżałam, usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była czwarta w nocy. Zaczęłam się zastanawiać kogo tym razem licho niesie. Pomyślałam, że to jakiś bezdomny dostał się na klatkę, albo jakiś żartowniś. Nagle mój telefon się zaświecił.


To była moja kuzynka. Podniosłam się z łóżka i poszłam otworzyć drzwi.
-Co ty, zwariowałaś?- zapytałam, wpuszczając ją do środka. Miałam ochotę ją rozszarpać. Potrzebowałam dużo snu, a ludzie nie mieli dla mnie litości. Wczoraj Wojtek, dzisiaj Karina. Jak tak dalej, to każdy po kolei będzie przychodził do mnie tak wcześnie.
-No to nie moja wina, że tak pociąg jeździ- zaczęła się tłumaczyć. Wiedziałam też, że jej przyjazd wróży kłopoty.
-Dobra, to ty się rozgość, a ja idę spać, bo mam do pracy na rano- warknęłam i zostawiłam Karinę samą w salonie. Ja udałam się do sypialni. Położyłam się na brzuchu i warknęłam w poduszkę. O 6.30 zadzwonił mój budzik. Siadłam na łóżku i przeczesałam ręką włosy. Liczyłam, że dzisiejsza noc, to tylko sen i że tak naprawdę Karina wcale do mnie nie przyjechała. Po chwili przekonałam się, że moja nadzieja była złudna. W kuchni było słychać, że moja kuzynka tłucze garnkami. Podniosłam się z mojego czworonożnego przyjaciela i powłóczyłam nogami do pomieszczenia, z którego dobiegał hałas. Siadłam przy wyspie kuchennej i nalałam sobie do szklanki wody.
-A co ty taka zmarnowana?- zapytała mnie Karina. Zmroziłam ją wzrokiem.
-A jaka mam być, skoro ktoś mnie budzi o czwartej nad ranem?- odpowiedziałam ze złością w głosie.
-Zuza, wrzuć na luz trochę. Nie spinaj się tak, bo ci żyłka pęknie.
-Lepiej powiedz, co cię tu sprowadza. Jakoś rzadko mnie ostatnio odwiedzałaś? Co cię tak naszło?
-A mogłybyśmy wieczorem porozmawiać? Nie chcę cię denerwować przed pracą- odpowiedziała. Nie wiedziała tylko, że zaczęłam się przez to co raz bardziej obawiać. Postanowiłam jednak, że wytrzymam już do wieczora. Poszłam się szykować do pracy. Poprosiłam Karinę, żeby mi tylko burdelu nie zrobiła w domu i udałam się do pracy. Pierwsze, co zrobiłam, to poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę. Następnie udałam się do biura. Alicji jeszcze nie było. Wzięłam się za papierkową robotę. Po kwadransie zjawiła się i Nowak.
-Jeju, Zuza, wyglądasz jak zombie- skomentowała na powitanie.
-Wiem, nie musisz mi o tym mówić. Po prostu miałam pobudkę o czwartej nad ranem- odparłam i wzięłam łyka już chłodnej herbaty.
-O czwartej? Kogoś zdrowo pogrzało?
-Moją kuzynkę. Stwierdziła, że innego pociągu nie miała.- powiedziałam, kładąc głowę na biurku.
-A nie miała?
-Słuchaj tego, nie chciała mi rano mówić, powiedziała, że mi powie wieczorem. Równie dobrze mogła wyjechać dzisiaj rano i spokojnie by była na wieczór. Po prostu wyczuwam kłopoty- zwierzyłam się Ali. Nie wiedziałam już nawet co mam o tym myśleć.
-Dobra, chodź na odprawę. Na patrolu przestaniesz o tym myśleć.
Wzięłam swój notes oraz długopis i udałyśmy się z Alą do pokoju odpraw. Po dwudziestu minutach udało nam się wyjechać na patrol. Sprawa Kariny dalej nie dawała mi spokoju. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zadzwonić do cioci. Nie chciałam jej jednak robić problemów, więc odpuściłam. Poza tym wiedziałam, jaka jest jej relacja z rodzicami, więc to by tylko pogorszyło sprawę. Od tych przemyśleń wyrwał mnie głos Alicji.
-Zuza, a mogę mieć jedno pytanie?
-No pytaj- odpowiedziałam.
-Radzisz sobie jakoś z tą całą sytuacją? No bo wiesz, jakbyś chciała pogadać, to możesz na mnie liczyć. Nie obchodzi mnie to, co mówią o tobie inni- odparła, a mi się zrobiło jakoś przyjemniej. Była pierwszą osobą, która nie docinała mi z tego powodu, czy też osądzała. Jako jedyna zaoferowała chęć pomocy. Byłam też trochę zaskoczona, bo przyjaźniła się bardzo z Zapałami, a poza tym była matką chrzestną Gai.
-Dziękuję ci Ala, ale chyba muszę jakoś sama to przetrawić, chociaż jak będę potrzebować jakiejkolwiek pomocy, to będę o tobie pamiętał- uśmiechnęłam się chyba po raz pierwszy tego dnia. Rozmowę przerwał nam dyżurny. On to zawsze miał wyczucie czasu. Poprosił nas, abyśmy podjechali do jakiegoś sklepu, żeby uspokoić jakiegoś pijaczynę. Poza tą interwencją wyjątkowo nic się nie działo, a szkoda, bo myślałam, że uda mi się czymś zająć głowę. Kiedy myślałam, że to już będzie koniec i że za godzinę będę mogła być w domu, dostaliśmy wezwanie, do młodej dziewczyny, która twierdziła, że taksówkarz próbował się do niej dobierać. Ulica, którą podał dyżurny na radiu, znajdowała się zaledwie dwie przecznice od mojego miejsca zamieszkania.
-Wiesz co? Mam dziwne przeczucia- zwróciłam się do Alicji. Starałam się jednak skupić na drodze, bo mimo tego, że jechałam na sygnale, musiałam zachować szczególną ostrożność.
-Myślisz, że to chodzi o tą twoją kuzynkę?
-Tak- przytaknęłam.
Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Jak się okazało, moje obawy były uzasadnione. Na ławce siedziała roztrzęsiona Karina, a obok niej stała jakaś kobieta. Zaparkowałam na chodniku i wysiadłam z auta jak poparzona. Podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno.
-Zuza, przepraszam, że przeze mnie masz kłopoty już na samym początku- odparła.
-Cicho, to nie twoja wina- głaskałam po głowie zrozpaczoną Karinę.
-Moja, bo nie miałam gotówki, a myślałam, że będzie można kartą zapłacić. Chciałam iść tutaj do bankomatu, a ten się zaczął do mnie dobierać- w wielkim skrócie opowiedziała mi, co się stało. Miałam ochotę wykastrować drania. Jego szczęście, że zdążył odjechać.
-Proszę pani- wtrąciła się kobieta, która czekała z Kariną- Bo mi się udało zdjęcie tej taksówki zrobić.
-Dobrze, to niech to pani przekaże wszystko koleżance- odparłam i zajęłam się uspokajaniem mojej kuzynki, a Alicja zaczęła spisywać relację świadka.
Po wszystkim udaliśmy się na komendę. Tam Karina złożyła szczegółowe zeznania, a następnie wszystko przekazałyśmy dyżurnemu. Pół godziny później mężczyzna, który próbował się dobrać do Kariny był aresztowany.
Kiedy skończyłam pracę, pojechałyśmy razem z Kariną po kolację, którą zamówiłam w barze u Mikołaja Białacha, a następnie udałyśmy się do domu. Myślałam, że to dosyć wrażeń na ten dzień. Liczyłam, że usiądziemy na spokojnie z Kariną i porozmawiamy. Bardzo chciałam poznać powód jej przyjazdu. Gdy weszłyśmy na klatkę, ujrzałam Krzyśka. "No to zarąbiście" pomyślałam.
-Co ty tu robisz?- zapytałam wściekła.
***
Nowe opowiadanie wkrótce, wtedy dowiecie się, po co zjawił się Krzysiek i dlaczego kuzynka Zuzy postanowiła ją odwiedzić.

środa, 15 kwietnia 2020

Rozdział 1

Osoby oglądające serial "Policjantki i policjanci" znają całą historię, a Ci co nie to zachęcam do oglądania tego serialu. Opowiadanie nie jest idealnym odwzorowaniem tego, co się dzieje w serialu, tylko moją inwencją twórczą i wszelkie podobieństwo do jakichkolwiek sytuacji jest przypadkowe. Bohaterów też nie będę przedstawiać.

~Zuza~
Siedziałam na sofie w salonie i patrzyłam na test. Czekałam na wynik. Od jakiegoś czasu miałam nudności i zaczęłam podejrzewać u siebie ciążę.Pojawiły się na nim dwie kreski. Oznaczało to, że jestem w ciąży, że pod moim sercem rozwija się nowe życie. Nie wiedziałam jednak, czy się cieszyć czy płakać z tego powodu. Z jednej strony myśl o byciu mamą, że za dziewięć miesięcy, wezmę małą kruszynkę na ręce i przytulę powodowała, że chciałam skakać z radości. Z drugiej strony myśl o tym, że ojcem mojego dziecka jest mój kolega z pracy, który ma żonę i dzieci sprawiała, że chciało mi się płakać. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w ogóle wpakowałam się w to bagno, dlaczego nie skończyłam tego, za nim w ogóle się to zaczęło. Małżeństwo Emilki i Krzyśka Zapałów świeciło przykładem dla innych, a ja to wszystko zepsułam. Rozwaliłam małżeństwo Zapałów i czułam się z tym bardzo źle. Wiedziałam, że nie mogę powiedzieć Krzyśkowi, że jestem w ciąży, bo to jeszcze bardziej by namieszało w jego życiu, a on teraz musiał się zająć naprawą tego, co ja rozwaliłam. Miałam ogromne wyrzuty sumienia. Teraz, w tej chwili dziwię się sama sobie, że taki układ mi odpowiadał. Miałam ogromny mętlik w głowie, co powinnam teraz zrobić, czy w ogóle powinnam to komuś powiedzieć. I tak już wystarczająco się na słuchałam na komendzie plotek, że biorę się za żonatych facetów i że się nie szanuję, ale to nie tak miało wyglądać przecież. Mam świadomość niestety, że to prawda, bo gdybym nie prosiła co chwila Krzyśka o różne przysługi, to on by wtedy spędzał czas ze swoją rodziną, a nie ze mną. Ponadto, niewiele brakowało, a Emilka zginęłaby przeze mnie w wypadku, a to już w ogóle nie ułatwiłoby sprawy.
Nie wiedząc nawet kiedy, zasnęłam. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 6.30. Zastanawiało mnie, kto o tej godzinie mógłby się do mnie dobijać. Wstałam z łóżka i udałam się do drzwi. Spojrzałam przez wizjer. Na klatce stał Wojtek Niedźwiecki. Byłam zdziwiona, czego może ode mnie chcieć. Od czasu wypadku Emilki nie odzywaliśmy się do siebie. Wiem, że to właśnie od Wojtka wracała Emilka, kiedy doszło do wypadku. Chciała się zemścić na Krzyśku, jednak się powstrzymała. Dzwoniła do Krzyśka, a on leżał wtedy ze mną w łóżku. Nie odebrał od niej. 
Zastanawiałam się czy otworzyć drzwi, czy udawać, że mnie nie ma.
-Zuza, wiem, że jesteś w domu. Możesz mnie wpuścić? Musimy pogadać.
-Nie mamy o czym- odpowiedziałam przez zamknięte drzwi. Zaczęłam jednak ogarniać, gdybym jednak zdecydowała się na wpuszczenie Wojtka do mieszkania. W pierwszej kolejności schowałam test ciążowy, który leżał na stoliku. Złożyłam koc i ułożyłam poduszki, a chusteczki, które walały się po stole zebrałam i wyrzuciłam.
-Właśnie, że mamy. Wpuścisz mnie, czy nie?- zapytał. Podeszłam niechętnie do drzwi i przekręciłam klucz.
-O co ci chodzi?- zapytałam ostro. Wojtek był jedną z ostatnich osób, którą chciałabym widzieć w tamtym momencie.
-Emilka mnie prosiła, żebym z tobą pogadał- odparł, a ja czułam, że się we mnie gotuje. Mimo tego, że ona nie była niczemu winna, nie miałam ochoty na to, żeby gadać akurat teraz z Wojtkiem na ten temat. Wpuściłam go jednak do środka. Nie chciałam, żeby cała klatka słyszała tą rozmowę.
-A więc?- uniosłam brew. Byłam ciekawa, co ma mi do powiedzenia Wojtek.
-Chciałaby wiedzieć, dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego uwiodłaś Krzyśka?
-Wiesz co Wojtek? I ty śmiesz mnie o to pytać? Ciekawe, kto próbował uwieść Emilkę? Myślisz, że nie wiem?- naskoczyłam na niego. Myślał, że będzie mnie pouczał, a sam nie jest lepszy. Cała komenda gadała, o tym, że Emilka wracała od Wojtka i on myślał, że ja nie wiem?
-Idź może lepiej- odparłam spokojniej.
-Brakuje ci odwagi?- zapytał. Próbował wyprowadzić mnie z równowagi. Zastanawiałam się, co chce mi udowodnić, bo to, że zrobiłam głupotę, to miałam świadomość. 
-Wiesz co? Chciałabym się uszykować w spokoju do pracy, więc może byś już poszedł?- zaproponowałam mu kulturalnie. W głowie cały czas siedziała mi myśl o ciąży, więc nie chciałam się zbytnio denerwować, chociaż i tak byłam już na granicy wytrzymałości. Ku mojemu zdziwieniu Wojtek bez komentarza opuścił moje mieszkanie. Zamknęłam za nim drzwi i poszłam się szykować do pracy. Najpierw poszłam wziąć prysznic, bo z tego wszystkiego zasnęłam poprzedniego dnia w ubraniach, w których chodziłam cały dzień. Po prysznicu zarzuciłam na siebie szlafrok i poszłam do sypialni wybrać strój na dzisiejszy dzień. Zdecydowałam się na biały top, czarne cygaretki i bordową marynarkę. Założyłam to na siebie. Następnie udałam się do kuchni i zjadłam kanapkę z serem. Potem poszłam do łazienki, umyłam zęby i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Włosy tradycyjnie związałam w kucyka. Opuściłam łazienkę. Wzięłam z wieszaka kurtkę, sprawdziłam, czy mam wszystko w torebce i opuściłam moje mieszkanie. Udałam się na parking, gdzie stało moje auto. Wsiadłam i ruszyłam w stronę komendy. Była godzina porannego szczytu na drodze, więc dojazd zajął mi to trochę czasu. Na miejsce udało mi się jednak dotrzeć na tyle wcześnie, że miałam jeszcze czas na to, żeby się przebrać i wypić kawę przed odprawą. Wchodząc na komendę minęłam się z Emilką. Widziałam, że unikała mojego wzroku. Nie dziwiłam się jej. Poszłam do szatni przebrać się w mundur, a następnie udałam się do kuchni, żeby zrobić sobie kawę. Gdy dotarłam do pomieszczenia, ujrzałam w nim Krzyśka. Postanowiłam się wycofać. Kawa nie była tak pilna i równie dobrze mogłam się jej napić w przerwie. Poszłam do biura, gdzie czekał na mnie Miłosz Bachleda, mój obecny partner. 
-Cześć- odpowiedziałam wchodząc do pokoju. Podeszłam do szafki, żeby schować swoją torebkę. 
-Hej Zuza, jak tam dzisiaj samopoczucie?- zapytał z uśmiechem.
-Ok- odpowiedziałam krótko i podeszłam do swojego biurka. Wzięłam do ręki dokumenty i zaczęłam je przeglądać, aby zobaczyć, co zostało mi do uzupełnienia. 
-No chyba niekoniecznie ok- odparł. Podszedł do mnie i wyciągnął mi dokumenty z ręki. Spojrzałam na niego. Oczy mi się zaszkliły. Chciałabym z siebie wydusić, co czuję, ale nie mogłam, no nie mogłam. Nie chciałam się spoufalać z kolejnym mężczyzną na komendzie. Miałam świadomość, że to nie jest najlepszy pomysł. Ostatnio, kiedy to zrobiłam, zakończyło się jak się zakończyło i nikomu to nie wyszło na dobre. 
-Wiesz co? Jesteśmy w pracy i nie chcę mówić o swoich problemach- powiedziałam i wzięłam do ręki notatnik. Udałam się do pokoju odpraw nie czekając nawet na Miłosza. Gdy weszłam, była już tam Emilka z Krzyśkiem, Wojtek, dyżurny Jacek Nowak, Juliusz Poniatowski i mój wujek Adam Kobielak. Czułam jak każdy mi się przygląda. Nie witając się nawet, zajęłam wolne miejsce. Po chwili dołączył Miłosz i pani komendant Renata Jaskowska. Rozpoczęła się odprawa. Komendant omówiła bieżące sprawy i mogliśmy udać się na patrol, ja chciałam jednak jeszcze z nią porozmawiać. Poczekałam aż wyjdą wszyscy i przeszłam do meritum.
-Pani komendant, mam świadomość, że to już trzeci raz, kiedy proszę panią o zmianę partnera, ale chciałabym pracować z kobietą- powiedziałam bez owijania w bawełnę. 
-A do dlaczego?- wiedziałam że Jaskowska o to zapyta. Nie miałam jednak pojęcia co odpowiedzieć- Zuza, powiedz, co się dzieje? Przecież mi możesz powiedzieć.
-Wiem, dziękuję. Po prostu moje patrole z mężczyznami się źle kończą. 
-Zuza- pani komendant mi przerwała- Dla mnie wasze życie prywatne nie ma znaczenia. Wiem, co się wydarzyło, ale nie zmienia to faktu, że jesteś naprawdę bardzo dobrą policjantką. Dzisiaj pojedziesz jeszcze z Miłoszem na patrol, a od jutra coś pomyślę. Może przydzielę Ci Alicję Nowak. Od jutra ma wrócić na patrole. Co ty na to?
-No ok, dziękuję- odparłam. 
-A teraz leć do Miłosza i ruszajcie na patrol i nie przejmuj się tym, co o tobie gadają.
"Ale mi pocieszenie"- pomyślałam sobie. Wykonałam jednak polecenie pani komendant. Udałam się do biura, gdzie czekał na mnie już mój kolega. 
-Co tak długo? Powinniśmy być już dawno na patrolu, zaraz nas dyżurny ścignie.
-Miałam rozmowę z panią komendant- odpowiedziałam, biorąc z wieszaka kurtkę. Następnie nałożyłam na nią kamizelkę i sięgnęłam po radiostację i znowu bez słowa wyszłam z pomieszczenia. Miłosz ruszył za mną.
-Może byś mi mówiła, jak wychodzisz- zwrócił mi uwagę- Sama mówiłaś, żeby nie gadać na tematy prywatne w pracy, więc może by też dobrze było, gdybyś swoje problemy prywatne zostawiała w domu.
Niestety miał rację, problemy prywatne nie powinny wpływać na życie zawodowe. 
-Obiecuję poprawę- wymusiłam u siebie na twarzy uśmiech.
-O wiele lepiej- skomentował Góral. 
Po chwili siedzieliśmy w radiowozie. Zapięliśmy pasy i ruszyliśmy na patrol. Jechaliśmy w ciszy. Przerwało ją jednak wezwanie dyżurnego. 
-Zero zero do zero pięć.
-Zero pięć zgłaszałam- odpowiedziałam. 
-Gdzie jesteście?
-Na Borowskiej, a co tam?
-To podjedźcie na Gajową, do sklepu dziecięcego- Jacek wydał nam polecenie. Miałam nie myśleć o ciąży, a to wezwanie wcale mi tego nie ułatwiło. 
-No kojarzę. A co tam się stało?
-Dzwoniła właścicielka, matka zostawiła noworodka w sklepie. Z tego co mi wiadomo, to do matki dziecka zadzwonił telefon i wybiegła ze sklepu, zapominając o dziecku- oznajmił dyżurny. Zaczęłam się zastanawiać jak można zapomnieć o dziecku. Chciałam jak najszybciej odnaleźć matkę tego dziecka i powiedzieć co o niej myślę. Dla mnie to było niedopuszczalne. 
-Dobra, już tam jedziemy. Bez odbioru- Odłożyłam radiostację.
-Nigdy nie zrozumiem takich ludzi, co zapominają o dzieciach- skomentował Miłosz.
-Ja też- westchnęłam. 
Po pięciu minutach byliśmy na miejscu. Znaleźliśmy miejsce na parkingu i udaliśmy się do sklepu. Już przed wejściem było słychać płacz. Gdy weszliśmy, ujrzeliśmy dwie kobiety, które próbowały uspokoić malucha. Miłosz zaczął przesłuchiwać kobiety, a ja zajęłam się dzieckiem. Po kolorze ubranek można było śmiało powiedzieć, że to dziewczynka. Miała ona może z pół roku. Kiedy wzięłam ją na ręce, uświadomiłam sobie, że za kilka miesięcy będę tak trzymała swoje dziecko. Obiecałam sobie w tamtym momencie, że nigdy nie będzie nic ważniejszego dla mnie niż dziecko. Kiedy Góral skończył rozmowę, zabraliśmy ze sobą dziewczynkę i udaliśmy się na komendę. Gdy byliśmy na miejscu okazało się, że trzeba przebrać małą i nakarmić. Góral poszedł do bufetu po drugie śniadanie dla nas, a ja udałam się do biura. Kiedy siedziałam i karmiłam dziewczynkę, wszedł dyżurny. 
-No powiem Ci, że sprawdziłabyś się w roli matki. Powinnaś się postarać o dziecko- skomentował.
-Masz coś, czy przyszedłeś mnie skontrolować?- przerwałam mu. Nie miałam ochoty na rozmowę o moim macierzyństwie. 
-Spokojnie. Chciałem tylko powiedzieć, że matka dziecka pojawiła się w sklepie. Tam jej powiedzieli, że jest u nas. Już jedzie tutaj- odparł. 
-O jak dobrze, to sobie z nią pogadam. Załatwisz kogoś do opieki? Nie chciałabym tak od razu oddawać tej kobiecie dziecka. 
-Wiesz co? Poproszę Alicję- zaproponował i poszedł po nią. Ja siedziałam i zabawiałam małą. Po chwili w biurze zjawiła się żona Jacka. Zaraz po niej wszedł Góral.
-Jakie maleństwo- uśmiechnęła się do niego Ala.
-No maleństwo, a matka zostawiła je w sklepie- powiedziałam ze złością w głosie. Podałam dziecko Alicji. Ona się nim zajęła, a ja zjadłam drugie śniadanie. Akurat gdy skończyłam jeść, dyżurny przekazał nam, że matka dziecka jest na komendzie. Czekała na korytarza. 
-Gdzie moje dziecko?!- krzyknęła.
-Spokojnie, jest bezpieczne, ale za nim je pani oddamy, to musimy wypełnić formalności. Zapraszamy do pokoju przesłuchań- powiedział Miłosz. Dziwiłam mu się, że mówi to z takim spokojem. Gdy znaleźliśmy się w pomieszczeniu, zaczęłam rozmowę. 
-Co jest tak ważniejszego od dziecka? Powie mi pani? Jak mogła je pani zostawić? W sklepie?- zaczęłam sypać pytaniami. 
-Zuza, spokojniej- Bachleda położył rękę na moim ramieniu. 
-Zadzwonili do mnie z pracy- nie pozwoliłam jej dokończyć.
-To praca ważniejsza niż dziecko? Miłosz, mi to się nadaje na sprawę do MOPS-u- spojrzałam na mojego kolegę. 
-Jaki MOPS? Przecież to się pierwszy i ostatni raz zdarzyło. Niech pan coś powie- kobieta również zwróciła wzrok w stronę Miłosza. 
-Zuza, chodź na chwilę na korytarz- poprosił mnie Miłosz. Wstałam od biurka i wyszliśmy z pokoju. 
-Możesz się uspokoić? O co ci chodzi? Czemu tak się uczepiłaś tej kobiety?
-Dokończ tą rozmowę, to nie na moje nerwy- powiedziałam i udałam się do łazienki. Musiałam ochłonąć. Odkręciłam wodę i przemyłam twarz. Następnie poszłam do biura, gdzie była Alicja z dzieckiem. 
-Przyszłaś mnie sprawdzić jak sobie radzę?- zapytała mnie koleżanka.
-Nie, po prostu mam takie nerwy na tą kobietę, że sobie nie wyobrażasz. 
-Nie dziwię się, ale powiem ci, że ta mała jest słodka. Chciałabym mieć takie maleństwo- westchnęła.
-To na co czekacie? Bierzcie się z Jackiem do roboty- zażartowałam. 
-Pomyślę, a ty czemu nie na przesłuchaniu?
-Myślałam, że przywalę tej kobiecie- skończyłam zdanie w ostatniej chwili, bo do biura wszedł Miłosz z matką dziecka. Z bólem serca oddałam jej córkę. Następnie udaliśmy się z Miłoszem na dalszy patrol. Strasznie mi się dłużyła ta służba, ponadto źle się czułam, miałam mdłości, ale trzeba było jakoś wytrwać. Od razu po skończonej pracy, udałam się do domu, gdzie od razu poszłam spać.
***
No to pierwszy rozdział skończony, mam nadzieję, że się podoba. Ten pierwszy jest dłuższy, ale kolejne postaram się robić krótsze, żeby dodawać je częściej. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Powitanie

A więc nie wiem czy mnie jeszcze pamiętacie, ale postanowiłam powrócić do pisania z całkiem nowym blogiem. Tym razem jest to blog o podkomisarz Zuzannie Kowal. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Pozdrawiam,
Blogerka1978